niedziela, 30 stycznia 2011
Trufle z herbatnikami

trufle z herbatnikami

Za każdym razem, kiedy widzę coś u Gosi myślę sobie "zrobię na pewno!". Wiadomo, jak jest potem. "Zakładki" pękają w szwach, a ja się lenię. Ale trufelków nie mogłam sobie darować.

Są...ciasteczkowo-czekoladowe, delikatne... chyba lepiej nie określę. :) Chociaż jako zwolennik słodszych wariantów następnym razem dałabym zaiast gorzkiej czekoladę mleczną.

trufle z herbatników

300 g herbatników

25 g kremu w typie nutelli

25 g gorzkiej czekolady

90 g cukru

15 łyżek mleka

35 g masła

cukier wanilinowy

olejek rumowy (pominęłam, bo nie przepadam)


+ czekolada/kakao do obtaczania

 

Herbatniki drobno kruszymy.

Cukier i cukier wanilinowy wsypujemy do rondelka i podgrzewamy na malym ogniu, aż zbrązowieje. Nie mieszamy, jedynie potrząsamy. Dodajemy wszystkie składniki oprócz herbatników i podgrzewamy do powstania jednolitej masy. Lekko studzimy i mieszamy z herbatnikami. Żeby masa nie lepiła się do łapek, maczamy je w zimnej wodzie i formujemy kulki. Odstawiamy je do stwardnienia do lodówki. Na koniec pozostaje tylko obtoczyć je w rozpuszczonej czekoladzie lub kakao i wstawić na noc do lodówki.

 

Przypominam też o konkursie Miffy i możliwości uzyskania rabatu na posypki i inne słodkie przydasie. :)

 

czwartek, 27 stycznia 2011
Miffy rozdaje nagrody. :)

konkurs miffy

Pamiętacie, kiedy przedstawilam Wam Miffy?

Spodobał jej się wpis i postanowiła szepnąć na uszko, że chciałaby, abym pomogła jej uszczęśliwić trochę szkrabów. I dlatego mam przyjemność zaprosić wszystkich, którzy mają w rodzinie przedszkolaka do udziału w konkursie. Jakim? Słodkim oczywiście! Szczegóły znajdziecie na stronie Miffy.

Do wygrania są atrakcyjne nagrody dla całych grup przedszkolnych. Eh, gdybym w moich młodszych latach znała Miffy... Rodzice musieliby trzymać się za portfel. Teraz cierpi co najwyżej moja portmonetka. Ale przyjemnie jest mieć na ścianie piękną kolekcję pocztówek z Miffy, a niezrozumiałe wzory zapisywać Miffy'owym długopisem wyjętym z Miffy'owego piórnika.

Zachęcajcie dzieci - swoje, cudze - czeka na nie kawał dobrej zabawy. :)

 

Tagi: akcja
13:35, cukrowawrozka
Link Komentarze (1) »
sobota, 22 stycznia 2011
Plaisir sucre blanc (White plaisir sucre)

plaisir sucre blanc white plaisir sucre

Millefeuille, croissant, plaisir sucre, tarte tatin, tartelette, croquembouche...Francusko. Sama nazwa sugeruje, że mamy do czynienia z czynś wykwintnym. Czymś, czemu trzeba poświęcić trochę czasu i pracy: czy chodzi o układanie piramidy z ptysiów, czy o wałkowanie ciasta francuskiego - wiadomo. Jaka szkoda, że nie należę do ludzi cierpliwych!

Ale z drugiej strony... Kiedyś nad moją codzienną trasą autobusową górował billboard. A na nim reklama. Czego? Ano piwa. Jednak jakiś mądry spec od marketingu zdjęcie butelki zepchnął na drugi plan, a głównym bohaterem uczynił slogan - ale jaki!: Im trudniej, tym bardziej chcę. Naprawdę brakuje mi tego billboardu.

Wbrew pozorom wykonanie plaisir sucre nie jest trudne. Wymaga jedynie odpowiedniego rozplanowania czasowego. I to nie jest przepis dla tych, którzy wpadają w panikę, kiedy coś nie idzie zgodnie z planem. I dla tych, którzy nie lubią zmywać, raczej też nie. :)

Ale to deser, który jest warty włożonej pracy. Na spodzie orzechowa beza przykryta kremem, którego smak można porównać do pralinek Ferrero Roche - same karmelizowane orzechy są cudne! Na tym aksamitne ganache z białej czekolady. Płatek z mlecznej czekolady oddziela je od lekkiego musu. A całość wieńczy kolejny delikatny płatek.

 

Ale jak miło jest być jedynym, pierwszym. Jest kilka wyjątkowych rzeczy, co do których jestem prawie pewna, że jestem jedyną ich posiadaczką w Polsce (a przynajmniej lubię tak myśleć, a co! ) .   Ale na świecie? Bo plaisir sucre z białą czekoladą jeszcze nie widziałam. Mam nadzieję, że jestem pierwsza. I że Pan Pierre Herme wybaczy mi te modyfikacje. Miłość do białej czekolady jest silniejsza.

Korzystałam z przepisu podanego przez Viridiankę i Gosię. Do nich zapraszam po oryginał, bo ja podaję ze swoimi zmianami i na mniejszą porcję (8 ciastek).

plaisir sucre blanc white plaisir sucre 2

Dzień I:

Mus czekoladowy:

110 g śmietanki kremówki

80 g białej czekolady

Kremówkę podgrzewamy. Zalewamy nią posiekaną czekoladę i mieszamy do rozpuszczenia. Ochładzamy i wstawiamy do lodówki.

Ganache:

55 g śmietanki kremówki

60 g białej czekolady

Robimy jak mus.

Dacquoise:

60 g cukru pudru

20 g cukru kryształu

60 g białek (wyszło mi akurat z 2 jaj)

105 zmielonych orzechów laskowych

50 g orzechów laskowych uprażonych na suchej patelni i posiekanych

Białka ubijamy. Dodajemy cukier i chwilkę ubijamy. Dosypujemy zmielone orzechy i przesiany cukier puder. Mieszamy i wykładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Moja miała wymiary 12x18 cm, ale może być o wymiarach zbliżonych. Załóżmy, że nie trzeba sztywno trzymać się reguły, że ciastka muszą mieć 3x10cm. Moje miały 3x9. :) Pieczemy 20 min w 170 stopniach.

Zmywamy i idziemy spać!

Dzień II:

Płatki z mlecznej czekolady:

150 g mlecznej czekolady

2 arkusze papieru do pieczenia lub folii o wymiarach min. 24x18 cm. Wymiary dopasowujemy do naszego rozmiaru ciastek!  Będzie potrzeba 2 płatków na każde ciastko.

Czekoladę topimy w kąpieli wodnej. Wylewamy na folię i rozsmarowujemy. Przykrwamy drugim arkuszem i przenosimy w chłodne miejsce do zastygnięcia. Wtedy odrywamy papier i kroimy na płatki.

Krem czekoladowo-orzechowy

35 g orzechów laskowych - z grubsza posiekanych

4 łyżeczki cukru

35 g kremu czekoladowego typu Nutella

50 g białej czekolady

20 g drobno pokruszonych wafelków lub rurek waflowych (dałam 35 i było trochę za gęste)

15 g masła

Na patelnię wsypujemy cukier. Czekamy, aż zacznie brązowieć. Wtedy wsypujemy orzechy. Mieszamy, żeby karmel pokrył orzechy. Przekładamy je na folię aluminiową. Przykrywamy drugim arkuszem i kruszymy wałkiem.

Czekoladę i masło rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Dodajemy krem czekoladowy i orzechy. Zdejmujemy z ognia i dodajemy jeszcze wafelki. Mieszamy. Rozsmarowujemy na dacquoise. Kroimy je na odpowiednich rozmiarów sztabki.

Mus czekoladowy, część II:

Wyjmujemy mus z lodówki i ubijamy mikserem. Może zdarzyć się tak (jak mi i Viri), że mimo długiego ubijania konsystencja nie będzie wystarczająco sztywna. Viridianka dodała kilka łyżek mascarpone, a ja dosypałam trochę bitej śmietany w proszku.

A teraz możemy bawić się w montera: składanie!

Na dacquoise rozsmarowujemy wyjęte z lodówki ganache. Przykrywamy płatkiem czekoladowym. Wyciskamy mus i przykrywamy kolejnym płatkiem.

Voila! patrzymy z łezką wzruszenia i zachwytu w oku na swoje dzieło.

Przypominam Wam też o 10% rabacie w Trochę Innej Spiżarni, który możecie otrzymać po wpisaniu przy zamówieniu hasła "Cukrowa Wróżka"w polu rabatowym. :)

 

wtorek, 18 stycznia 2011
Hamburger cupcakes - Savoury goes sweet vol. 2 i miła niespodzianka dla Was!

hamburger cupcakes recipe savoury goes sweet

Prawda jest taka, że nigdy, przenigdy nie jadłam hamburgera. Były czasy cheeseburgerów, ale na daną chwilę nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz jadłam w McDonald's. Ale po co mi bułka, jak mogę mieć ciastko? I to zdrowsze. Chyba. Przynajmniej wydaje mi się, że by spleśniało. *

Po ciasteczkach spaghetti przyszedł czas na słodkie kanapki.

Do ich przygotowania można wykorzystać różnych składników. Bakerella wykorzystała gotowe miksy do muffinów i brownie. Ja przygotowałam błyskawiczne ciasto ucierane, podzieliłam je na połowę i do części dodałam kakao. Jako krem proponuję coś o w miarę lekkiej konsystencji - ja użyłam maślanego, który został z przygotowywania pokrycia pod masę cukrową na torcie i miałam trochę problemu z ładnym wyciśnięciem ketchupu, musztardy i sałaty. :)

 

Na ok. 4 cupcake'i:

2 szklanki mąki

szklanka maślanki/kefiru

szklanka cukru

łyżeczka proszku do pieczenia

1 jajo

2 łyżki kakao

łyżka sezamu

+ dowolny jasny krem / bita śmietana

 

Białko ubijamy na pianę. Dodajemy powoli cukier, kefir i ucieramy. Mąkę przesypujemy z proszkiem i solą do masy. Miksujemy do uzyskania gładkiego ciasta.

Połowę nakładamy do foremek na muffinki i posypujemy wierzch sezamem. Do reszty przesiewamy kakao i mieszamy. Nakładamy ciemne ciasto do płaskiej foremki (mialam keksówkę) wyłożonej papierem do pieczenia.

Pieczemy w 180 stopniach: babeczki ok 20-25 minut, ciasto ciemne nieco dłużej.

Po ostudzeniu muffinki przekrajamy na pół, jak bułkę. Z ciemnego ciasta wycinamy np. kieliszkiem albo okrągłą foremką krążki o wielkości zbliżonej do średnicy babeczek.

hamburger cupcakes recipe

 

Krem dzielimy na 3 części: jedną barwimy na czerwono, drugą na zielono, a trzecią na żółto. Spód babeczek smarujemy cieniutko dowolnym kremem, żeby nasz kotlet lepiej się trzymał. Nakładamy go na spód. Teraz wyciskamy na brzegi kremy: żółty, czerwony i zielony. Przykrywamy wierzchiem babeczki.

hamburger cupcakes recipe savoury goes sweet 2

 

A teraz wspomniana miła niespodzianka. Po pojawieniu się postu o posypkach nawiązałam kontakt z bardzo miłą Panią, która ma równie sympatyczny sklep - a jakże by inaczej - z dekoracjami! Sklep dopiero się rozwija, ale oferta wygląda zachęcająco - sama planuję zakupy. :) Dlatego mam przyjemność zaprosić Was do odwiedzenia Trochę Innej Spiżarni. A to także dlatego, że podając przy zamówieniu hasło "Cukrowa Wróżka"  (wytarczy wpisać je w polu rabatowym) otrzymacie 10% rabatu.  :)

 

* Nie ma to jak research potrzebny na biologię. Grzybki i te sprawy.



sobota, 15 stycznia 2011
O posypkach słów kilka

sprinkles

Jeszcze niecały rok temu, przeglądając popularne blogi zazdrościłam ich autorkom nie tylko pięknych zdjęć, wielkich kolekcji przepisów i pięknego wystroju, ale też tego, że mogą odpowiadać na pytania: siedząc przed komputerem poczuć się jak mistrz sztuki cukierniczej w wielkiej, białej czapce. A teraz? I ja mam taką możliwość. :) Nie ukrywam - nie są to pytania na miarę pytać do Cukiernika W Białej Czapce, ale żeby rozwiać wątpliwości, trochę się rozpiszę. Bo to taki miły, slodki temat. A więc w mejlach i komentarzach dość często dostaję pytania o dwie sprawy:

1) To mniej ważne: czy to ja jestem na zdjęciu w zakładce "Mniej ważne...". Sprawa chyba oczywista. Mam kochaną fotografkę! :)

2) Skąd biorę wszystkie dekoracje i posypki? No i o tym właśnie będzie ten wywód. Jeśli nie szkoda wam czasu na Wróżkowe gadulstwo...

sprinkles 2

W ciągu kilku ostatnich lat w Polsce zaszedł zauważalny postęp, jeśli chodzi o artykuły dekoratorskie. Mamy do wyboru nie tylko kolorowe lub czekoladowe pałeczki. Jeśli sklep jest dobrze wyposażony, to znajdziemy w nim i perełki w kilku kolorach, i pisaki cukrowe, i czekoladowe dekorki w przeróżnych kształtach. Dla przeciętnego zjadacza ciast akurat. Ale co zrobić, jeśli popadło się w nałóg? Bo tak - posypki i reszta ferajny uzależnia. Tak, jak foremki do ciastek. Nieważne, ile się ma, zawsze znajdzie się coś, co w wyobraźni już dołącza do naszej kolekcji. Portfelowi pozostaje tylko zapłakać nad swoim losem.

W porównaniu z wyborem za granicą, jest u nas wciąć bardziej ubogo. I nie myślę tylko o krajach takich jak USA, czy UK, gdzie wiadomo - dostanie się wszystko. Przepiękne posypki dostałam z Litwy i Niemiec. Firma: Dr. Oetker, który jak każdy wie - okupuje też polski rynek. Szkoda, że nie zdecydował się na wprowadzenie większej ilości produktów i u nas. Pisałam do nich kiedyś mejla w tej sprawie, ale nie doczekałam się odpowiedzi. Chociaż i tak chwała mu za perełki, pisaki i kilka innych przydasiów.

Żaden ze mnie wielki podróżnik. Ale jeśli już jest okazja...Duża część moich zbiorów to właśnie pasażerowie upychani w walizkach i przewożeni z różnych zakątków świata. Moje pamiątki z podróży do Australii? Posypki, posypki i... posypki. I pisaki żelowe do ciast, i esencja z nasion wanilii. No i komplet szpatułek. A do tego sterta przepisów gryzmolonych na czym popadnie (np. na sernik australijski, który również znajduje się na blogu). Żeby nie było - dla siebie jescze bransoletka się znalazła. Na słynne buty Ugg ostatecznie zabrakło miejsca, cóż.

A jeśli nigdzie się nie ruszamy - czemu nie poprosić kogoś innego o wypełnienie tej ważnej misji? Tata jedzie w delegację? Koleżanka wyjeżdża na narty? Jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś wrócił z pustymi rękoma, za co jestem im wdzięczna. :)

Nie zapominajmy jednak, że mamy XXI wiek. Już spory kawałek czasu temu google pomogły mi znaleźć alternatywne źródła - do wyboru są przynajmniej 3 większe sklepy internetowe, no i oczywiście Allegro. Każdemu bloggerowi są one pewnie znane. Największy wybór znaleźć można w Tortowni, ale i SweetDecor nie pozostaje w tyle (to nie żadna reklama - dzielę się wiedzą). Dodatkowo SD oferuje możliwość zamówienie posypek w ilościach hurtowych, powiedzialabym. Co powiecie na kilogram cukrowych serduszek? :) Z tego co wyliczyłam, ceny w Tortowni są jednak ciut niższe.

No właśnie - te ceny. Mam szczęście mieć wyrozumiałych rodziców, którzy już przywykli do utraty miejsca w kuchni na rzecz wszystkich tych moich akcesoriów. A nawet powiedziałabym, że mama też się wciągnęła. Bo kto kazał mi zamówić złote gwiazdeczki, złoty barwnik, miedziany barwnik, nierozpiuszczalny cukier puder i jeszcze kilka innych rzeczy? Czasami  to ja muszę ją hamować. Nie, żeby mi to specjalnie przeszkadzało...

Ale jest jeszcze sklepik w Gdańsku, w którym też znajdzie się trochę rzeczy. Sklepik, w którym kiedyś kupiłam na wagę jedną krówkę w cenie 23 groszy. Sklepik pełen słodyczy. Schodząc Długą w stronę Neptuna - po prawj stronie. Nie da się go nie zauważyć. Na pewno zwrócicie uwagę na wielkie, kolorowe lizaki za szybą.

Jestem ciekawa Waszych posypkowych doświadczeń. Może polecacie konkretne miejsce, a może też chomikujecie je podczas podróży? Założę się, że tak!

 

 
1 , 2



Będzie mi miło,
jeśli po wypróbowaniu
przepisu zamieścisz swoją opinię.
Będzie to przydatne
dla mnie i innych.
Dziękuję. :]













my foodgawker gallery




Durszlak.pl

Liczniki
banerek
polonia_telegram468x60


Zdjęcia i treści zamieszczone
na blogu są moją
własnością i nie zgadzam się
na ich wykorzystywanie
bez mojej zgody.